"Prawie" jak wakacje, czyli samotna wyprawa matki z dzieckiem

14.12.15


Wybraliście się kiedyś w długą podróż - tylko Ty, dziecko, obładowany wózek i publiczny środek transportu? Jeśli tak, to na pewno wiecie, że nie jest to łatwe i niezbyt sprzyja odpoczynkowi. Niespodziewany wyjazd w miniony weekend do starej dobrej Droghedy był więc dla mnie "prawie" jak wakacje :)

"Prawie", gdyż po pierwsze - matka sama z dzieckiem w podróży przez prawie 3 godziny, dwie przesiadki, trzy pociągi. Matka biega po peronach jak szalona, pchając wózek z ciekawskim małym obserwatorem. Bilety trzeba kupić, a tu kasy ani widu, ani słychu. 13 minut do kolejnego pociągu. Matka automat biletowy znalazła, a tam literki "D" nie ma do wklepania! Szybko biegnie matka do informacji, a tam odsyłają matkę na peron 2, gdzie ukryta kasa biletowa jest. 9 minut do pociągu. W kolejce matka swoje odstała i wreszcie o bilet prosi, a tu lipa - my tu takowych biletów nie sprzedajemy! Miły pan w okienku wyjaśnia coraz bardziej zdenerwowanej matce, że musi ze stacji wyjść i tam bilecik na tramwaj do Dublina nabyć, bo do Droghedy bezpośrednio nie sprzedają. 5 minut zostało. Więc znów matka biegnie z tym wózkiem przez stację całą, wypada na zewnątrz, gdzie mróz straszny uderza ją po ryju. Rozgląda się w panice, bo jak nie zdąży, to utknie tutaj z dzieciątkiem na nie wiadomo ile. Wreszcie widzi! Automat stoi sobie pośrodku tłumu na przystanku tramwajowym. Bilecik już kupiony, 1 minutka została. Tramwaj podjeżdża, matka z dzieckiem ładuje się i odjeżdża. Za chwilę kolejna przesiadka, kolejny pociąg i kolejne szaleństwo!

Po drugie - dzieciak pierwszy raz w pociągu, więc przez cały czas aktywny aż za bardzo, zainteresowany wszystkim co się rusza/stoi/siedzi, czyli ogólnie wszystkim dookoła, skaczący po siedzeniach jak piłeczka i mazający małymi paluszkami po szybie. A mama trzyma, patrzy, pilnuje, więc nie może: zjeść, iść do kibelka, nic zrobić. Dobrze chociaż, że ludzie życzliwi i pomagali matce wózek do pociągu wnieść/wynieść, zabawkę zrzucaną sto razy przez dzieciaka podnosili, wskazywali biednej matce windę, co by matka po schodach nie musiała się z pojazdem czterokołowym tarabanić. I dobrze, że dziecko w podróży grzeczne, bo że ruchliwe i wszystkim zaciekawione, to już dla matki sprawa normalna, codzienna i matka do tego dawno przywyknąć musiała.

Po trzecie - u koleżanki dom pełen ludzi, ale i tak matka dzieckiem zająć się musi sama, bo dzieciak płacze, drze się, wyrywa, gdy tylko ktoś inny spojrzy, uśmiechnie się czy na ręce weźmie. Więc matka przewija, karmi, pilnuje, bawi, a nie może: w spokoju zjeść, w spokoju iść do kibelka, w spokoju nic innego zrobić. Wszystko dodatkowo utrudnione na tych "wakacjach", bo nie ma: kojca, by choć na chwilę zostawić dziecko same, maty do zabawy, stosu zabawek, no i nie ma ojca. Matka musiała ograniczyć ilość zabieranych rzeczy do jednej torby zawieszanej na wózek, bo inaczej do pociągu towarowego by iść musiała.

Ale co tam matka będzie narzekać na takie "wakacje", jak na własne życzenie w samotną podróż z dzieckiem się wybrała. Mogła przecież na dupie w swoim własnym wygodnym domku siedzieć, a nie po świecie jeździć. Ale zachciało się matce imprezy ze starą znajomą - a co, tylko ojciec ma imprezować ciągle? Spotkanie udane było, a że odoczynku od dzieciaka nie było za bardzo, to już nie ważne. Za to matka z koleżanką poplotkowała, winka się napiła, a odpoczęła od komputera, internetu, telefonu (bo padł biedaczyna w podróży), no i jeszcze odpoczęła od ojca :) Ale szybko za tatusiem zatęskniły Jego kobiety. I przyjechał po nie swoim wozem i do domu zabrał. I skończyły się "wakacje" :) Uff, wreszcie w domku, gdzie wszystko pod ręką i dzieciak w swoim żywiole, a mama na swoim grajdole. No, w tym roku juz żadnych samotnych wypadów z dzieckiem nie będzie!

You Might Also Like

4 komentarze

  1. Heh, jakbym siebie widziała!
    My z Hanią zaliczyliśmy już kilka podróży pociągiem na trasie Wrocław- Świnoujście, także ten...lekko nie było;) Póki była w pozycji leżącej, to nie było problemu- cały czas w nosidełku spała, budziła się tylko na cyca. Ale potem- już nie było tak kolorowo. A i przesiadki mieliśmy!Fakt, że zazwyczaj nie byłam sama w takiej podróży, ale raz się zdarzyło- byłam przerażona! Jak się później okazało, niepotrzebnie. Wprawiona tyloma już podróżami, posiadałam niezbędne doświadczenie i muszę przyznać, że ta nasza samotna podróż upłynęła nam całkiem miło- nawet kawki się mogłam w pociągu napić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To pewnie następnym razem będę z kawką biegać po całym pociągu, próbując złapać małego urwisa :) No tak, skończyły się czasy, gdy dzieciak tylko leżał i spał sobie smacznie.

      Usuń
  2. Ojjjjj mi się zachciało spędzić z rodzinką więcej czasu i wracam bez męża, sama z Młodym... Łącznie 12 godzin w samolocie i tylko 40min na przesiadkę na Okęciu... Zastanawiam się teraz co mnie opętało, bo Młody upodobał sobie głośne krzyki i piski. Pasażerowie będą mnie ubóstwiać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to rzeczywiście będzie wyzwanie dla Ciebie! Życzę powodzenia i nie tak bardzo głośnego lotu :) Ja chyba bym się nie zdecydowała na razie na samotny lot z dzieckiem, mimo że to tylko 3 godziny, ale i tak pełno bagaży, bo wózek, torba i jeszcze dziecko to za wiele na moje ręce! Wolę na razie pociągi :) Podziwiam Cię, że tak sama z dzieckiem latasz! (pewnie po tym locie to będzie ostatni raz ;)

      Usuń

Polub mnie na Facebooku

Obserwuj mnie

NAPISZ DO MNIE

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *