Pierwsze urodzinki naszej małej Kruszynki

24.3.16


I po urodzinach... Moje dzieciątko skończyło roczek! Niesamowite! Więc teraz odliczanie do dwójki czas zacząć :) Imprezka się udała, solenizantka zadowolona. Ale zanim do tego doszło, trzeba było przebrnąć przez szalony tydzień przygotowań, gdzie wszystko szło nie tak jak powinno.

Najpierw skoczyłam do sklepu po dekoracje - wcześniej znalazłam na necie ten sklep i wypatrzyłam w nim co nieco do kupienia. A tu w sklepie lipa - tylko balony z jedynką mieli! Nie wiem, czy akurat oczekiwali na dostawę, czy może wszyscy właśnie pierwsze urodziny wyprawiali i wszystko wykupili, czy może przez irlandzkie święto Patryka wszędzie tylko zielone dekoracje były! Z samymi balonami stać w kolejce nie zamierzałam, a że późno już było i inne sklepy zamknięte, więc do chaty wróciłam i przez neta szybką dostawę z dekoracjami zamówiłam. Miały przyjść w ciągu 2 dni, przed piątkiem, więc w sam raz na imprezkę. Ale znów cholerny Patryk pokrzyżował mi plany - w Irlandii takie wielkie święto, to poczta oczywiście zamknięta i na próżno oczekiwałam listonosza. Dotarł dopiero po fakcie, w poniedziałek. Tak to jest kupować przez internet na ostatnią chwilę! Następnym razem 3 m-ce wcześniej będę coś zamawiać!

Nie miałam więc wyjścia i w piątek znów do miasta na poszukiwania dekoracji wyruszyłam. Tym razem dziecię musiało mi towarzyszyć, ale wstało lewą nogą i od rana marudne było, a jak dziecię marudzi, to matka też marudna. Dobrze, że zapas ciasteczek ryżowych wzięłam, bo inaczej już po 10 minutach musiałybyśmy się zbierać z powrotem do domu. Już na początku naszej wycieczki poczułam, że to jest "ten dzień" - gdzie wszystko mnie denerwuje i nic nie wychodzi - nie dość, że dziecko jęczało, to jeszcze wózek nie chciał się rozłożyć i chyba z 15 minut mocowałam się z nim na parkingu. Ja to chyba średnio raz w m-cu mam taki dzień - albo coś z autem i kluczykami, albo z wózkiem! Wreszcie się udało rozłożyć dziada, ale tyle nerwów zżarło, że szkoda gadać! A potem od sklepu do sklepu i tutaj baloniki, tam pomponiki, a tam jeszcze inne drobiazgi. Nie mogło być wszystko w jednym miejscu??? Zmęczona chodzeniem i pchaniem wózka, na kawkę poszłam - z myślą jedną - czy uda się tym razem wypić ją ciepłą? Ale Izka też zmęczona zakupami i pozwoliła mi rozkoszować się kawką, a sama oddała się marzeniom sennym :) 

W domu porządki przed przyjazdem gości, a mnie jeszcze chrypka chwyciła taka, jakbym conajmniej przez m-c podłączała gardło do butelki, bynajmniej nie tej z mleczkiem :) Goście z Polski dotarli w piątek grubo po północy i ani się obejrzeliśmy, była 4 rano, gdy kładliśmy się spać. A Izka pobudkę zrobiła nam ok 6, więc przez resztę dnia chodziliśmy jak stado zombiaków. A tu jeszcze masa rzeczy do przygotowania. Skończyło się na tym, że wszystko co mieliśmy zrobić w sobotę, zostało przełożone na niedzielę. Całe szczęście pomocników mieliśmy (w końcu za nocleg trzeba jakoś zapłacić ;) i z wszystkim się wyrobiliśmy. Chłopy szaleli w kuchni, ciocia z Polski zajęła się dekoracjami, a ja skoczyłam odebrać torcik. A Izunia postanowiła się nie mieszać w przygotowania swojej imprezki i poszła lulać. 


Wreszcie wszystko gotowe i można imprezę zaczynać. Solenizantka w kieckę wskoczyła, ale nie obyło się bez protestów, bo niby babka, ale przebieranek nie lubi. Zaczęliśmy tak nietypowo od tortu i zdmuchnięcia jednej świeczki. Iza oczywiście dmuchać nie chciała, mama musiała dopomóc. Dziecię wolało rączki pchać do świeczki, by sprawdzić, czy gorąca. A po torciku puściliśmy ją do prezentów, ale za bardzo nie była zainteresowana tym, co w środku - bardziej kręciło ją rozrywanie papierów. To następnym razem po prostu puste pudła zapakuję i dziecko będzie mieć frajdę :)


Gdy opakowania fruwały już po całym pokoju, mogliśmy zasiąść do obiadu. I to nie byle jakiego, bo mężuś zrobił wołowinę po burgundzku wg przepisu Julii Child, którą wszyscy bardzo zachwalali. Niestety zdjęcia nie zdążyłam zrobić, bo w mig zniknęła z talerzy :) Były też różne przekąski, a wieczorem jeszcze grillowane skrzydełka, ale już nikt nie mógł ich wcisnąć - i to nie tylko dlatego, że spaliły się na popiół :) A dzieciątko nasze kręciło się pod nogami i wymuszało na gościach branie na ręce. Na szczęście rąk było wiele i każdy chciał nosić piękną solenizantkę. Niestety do przewijania nie było już tylu chętnych ;) 


Mama biegała z aparatem, próbując uwiecznić te chwile, gdy jej maleńkie dziecko wkracza w drugi rok. Ale łatwo nie było. Modelka jak zwykle zbyt szybka i ruchliwa, i w ogóle nie zainteresowana balonami i prezentami. Jedyne co mogło utrzymać ją na miejscu przez kilka sekund, to oczywiście ciasteczka! Ale ile można ich wsuwać? Ona mogłaby pewnie cały dzień tylko to jeść. Dlatego chyba na każdej fotce trzyma ciastko w rączce czy przegryza coś ze smakiem :) Ale inaczej się nie dało! Tym razem nawet zabawiacz w postaci taty nie pomógł. 


Nadszedł wieczór i solenizantka pierwsza odpadła z imprezki. Poszłam ją położyć i patrzyłam na nią przez długi czas, jak się wierci w łóżeczku i zasypia. I nie mogłam uwierzyć, że moje dziecko kończy już roczek! Gdzie się podziała ta maleńka dziewczynka, która wyszła z mojego brzucha rok temu? To było dla mnie zdumiewające, niesamowite i przerażające zarazem. Bo skoro ten pierwszy rok minął tak szybko, to jak prędko przeminą kolejne lata? I już za chwilę moja mała córeczka będzie świętować drugie, trzecie, dziesiąte i osiemnaste urodziny! W tamtej chwili chciałam zatrzymać czas, by moja nie taka już maleńka Izunia zawsze była małym dzieciątkiem. I by zawsze potrzebowała mnie tak jak teraz.


I tak minęła pierwsza urodzinowa imprezka naszej Izuni. Pomalutku czas zacząć myśleć o kolejnej ;) A Izunia dziękuje wszystkim za życzenia i przybija Wam piątkę :)


You Might Also Like

22 komentarze

  1. Człowiek zawsze się denerwuje przed większymi imprezami :) Często to jest powodem takich dni (coś o tym wiem :)!!!) ale wszystko wyszło super , zdjęcia cudne :))) Izunia szczęśliwa :)
    Jadzia powiedz , to hel w tych balonach , bo wiesz urodzinki Dawidka się zbliżają a zawsze takie chciał . Jeśli tak ,Gdzie kupiłaś ? Internet ? Ściskamy ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to hel. U nas w sklepie z dekoracjami można było napełnić helem balony (za dodatkową opłatą). Ale jeśli nie masz takiej możliwości, to na pewno przez internet można kupić butlę z helem i samemu napełnić, tylko drożej to wychodzi. A kiedy Twój Dawidek ma urodzinki?

      Usuń
  2. Cudowne zdjęci i mala dama wygląda na zadowoloną. Co do organizacji takich imprez zawsze jest mnóstwo nerwów czy wszystko wyjdzie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo każda matka chce, by wszystko wyszło jak najlepiej :) Szczególnie że pierwszych urodzin już się nie powtórzy (no chyba że przy kolejnym dziecku :)

      Usuń
  3. Ślicznie! Wszystkiego dobrego dla Kruszynki.
    Matko, jak ten czas szybko leci... Nasza niedawno przecież też świętowała roczek...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy :) No leci ten czas jak szalony! Teraz roczek, a za chwilę 18-tka!

      Usuń
  4. Wszystkiego dobrego dla Izuni i dla Was rodzice! ;) No to teraz macie w domu już małe dziecko, a nie niemowlaka. Jazda dopiero się zaczyna kochani! :D Buziaki dla waszej rodzinki. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, teraz to dopiero się zacznie! Bieganie, gadanie, buntowanie :) Większe dziecko, to większe problemy, co nie? Ale też więcej radości :) Pozdrawiamy :D

      Usuń
  5. U nas też wesoło było na 1 urodzinkach. Ale zakupy balonowo-dekoracyjne zrobiłam na szczęście sporo wcześniej żeby uniknąć niespodzianek i moc spać spokojnie :) Jedynie tort piekłam i dekorowałam do 6 rano ... Niby dopiero co była impreza na roczek, a już coraz bliżej 2 urodzinki :) czas szybko leci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Następnym razem też wcześniej wszystko kupię :) Teraz jakoś tak nas zaskoczyły te urodzinki, bo za szybko przyszły :)

      Usuń
  6. najlepszego na swieta! nie mam ostatnio czasu na zabawe w odwiedzanie innych blogow, ale zyczenia zlozyc zawsze warto :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za życzenia :) Też życzymy Wesołych Świąt!!!

      Usuń
  7. Jak pięknie! Aż ożyły moje wspomnienia kiedy Oluś kończył roczek, a już za chwilę skończy trzy. Jak ten czas leci! Wszystkiego co najlepsze dla Twojej uroczej kruszynki. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy :) Niestety nie da się zatrzymać czasu - można tylko na zdjęciach!

      Usuń
  8. Mam podobnie, organizacja urodzin dziewczyn zajmuje mi mnóstwo czasu. Niby nic wielkiego a jest tak wiele do zrobienia, człowiek po czuje się jak po maratonie. Ale warto. Super zdjęcia. Najlepszego dla Małej, tfu...już Dużej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie - już Dużej! Gdzie moje maleństwo???? :) A jak po maratonie to ja się czuję codziennie - jak biegam za nią przez cały dzień :)

      Usuń
  9. Natchnęłaś mnie do tego, żeby zabrać się za dekoracje z miesięcznym wyprzedzeniem- my niedługo świętujemy 2 urodzinki Hani.
    Izuni składamy najserdeczniejsze życzenia! :)))
    Czas szybko płynie, za szybko, chlip chlip...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie zabierz się za to wcześniej, żebyś uniknęła takich nerwów jak ja miałam! A 2 latka to już pewnie będzie imprezka tematyczna? :)

      Usuń
  10. świetne zdjęcia z "imprezki" ;) Mała wygląda na zachwyconą! Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachwycona, bo ciasteczek dostała więcej niż zwykle :) Pozdrawiamy również :)

      Usuń
  11. Z organizacją imprezki jest więcej roboty niż się wydaje :) Dekoracje, jedzenie, prezenty itp. i jak słusznie zauważyłaś, warto zacząć planować wcześniej :) Mimo trudności widzę, że wyszło fajnie :) Mała uśmiechnięta od ucha do ucha :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto wcześniej planować, bo zawsze może się zdarzyć coś nieprzewidzianego :) Pozdrawiam :)

      Usuń

Polub mnie na Facebooku

Obserwuj mnie

NAPISZ DO MNIE

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *