Wspomnień czar - Z pamiętnika ciężarnej

23.2.16


Kilka dni temu nasza Izunia skończyła 11 m-cy. Niesamowite jak ten czas szybko leci! Przecież jeszcze niedawno nie było jej na świecie, a tu już za miesiąc nasz Aniołek będzie zdmuchiwał jedną świeczkę ze swojego torcika! Myślami cofam się do czasów, gdy nasze dzieciątko było jeszcze bezpiecznie schowane w moim brzuchu. Pamiętam, jakby to było wczoraj, dzień w którym dowiedziałam się, że jestem w ciąży. To był jeden z najpiękniejszych dni w naszym życiu. Tak długo wyczekiwana, wymodlona, wytęskniona, wreszcie miała się pojawić w naszym życiu.

Prawie 2 lata staraliśmy się o dziecko. Już zwątpiliśmy, czy kiedykolwiek nam się uda. Zrobiłam badania i wszystko było w porządku. Mój mąż dostał termin badań za kilka m-cy. Potem wyjechaliśmy na urlop do Włoch. Całe 2 tygodnie relaksu, zabawy i słońca. A kilka tygodni po powrocie najsłodsza w życiu niespodzianka :)

"Siostra wczoraj mi mówiła, żebyśmy robili dziecko, bo ona już widziała fajne prezenty. I już chce nam je kupować :)  No w sumie to nie wiem czy nie powinna już czegoś kupić, bo znów mi się okres spóźnia!!! I to bardzo!!!! To może tym razem serio już coś zaskoczyło????? Jeszcze kilka dni bez okresu i pojadę test ciążowy kupić. Chociaż to może też być przez zmianę klimatu po urlopie..... No nic, znów trzeba czekać. Ale ostatnio kilka razy jak mi się okres spóźniał i myślałam że jestem w ciąży, to nigdy nic z tego nie było, więc pewnie tym razem to też nie ciąża. Chociaż - jak napisałam, że to pewnie nie ciąża, to akurat to może być ciąża:)) No zobaczymy...."

Robiąc pierwszy raz test, nie miałam wielkiej nadziei, wolałam się nie ekscytować zawczasu, by kolejny raz się nie rozczarować. Więc jakie było moje zdziwienie i radość wielka, gdy wreszcie zobaczyłam dwie kreseczki! Od razu męża budziłam i pokazałam mu to cudo!

"O MY GOD!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Teraz to już na 90% jestem w ciąży!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Dziś rano zrobiłam sobie test i wyszedł pozytywny!!!!!!!!!!! Za kilka dni zrobię jeszcze raz i jak znów wyjdą dwie kreski, to jadę do gina by zobaczył czy coś tam jest!!!!!!!!!!!!!!!!! Jakoś nie mogę w to uwierzyć!!!!!!!!!!!!!! Chyba dopiero całkiem uwierzę, jak mi gin potwierdzi"

I za kilka dni test powtórzyłam, bo uwierzyć całkiem nie mogłam. Gdy i tu dwie krechy ukazały się moim oczom, do lekarza się umówiłam. Gdy oficjalnie stwierdził, że jestem w ciąży i pokazał nam tego małego Groszka w moim brzuchu, łzy szczęścia napłynęły mi do oczu, a ręce trzęsły się ze wzruszenia. I rozpoczął się całkiem nowy rozdział w naszym życiu.

"No i stało się!!!! Naprawdę jestem w ciąży!!!!!!!!!!!!!!!!!!! I to już w 6tym tygodniu!!!!  Fajowo!!!!!! Cieszę się, chociaż zaczynam się tym wszystkim też denerwować!!!!
Gin zrobił mi USG i mówi, że jest tam małe dziecko!!!!!! Widzieliśmy malutką kulkę na ekranie i słyszeliśmy bicie jego serduszka!!!! Gdy patrzyłam na to, to ręce mi się trzęsły!!!! Bo to już tak na serio wszystko!!!!!!!!!!!!! Dzidzia ma 6 tyg. i 3,4 mm, a termin porodu wyliczył mi na 18 marca.
Czyli jednak urlop był baaardzo owocny!!!! Włoski klimat widocznie nam służy:))"


Ciąża kojarzyła mi się z mdłościami, głową schowaną w kiblu, zachciankami o północy i szalejącymi hormonami. To może ja w ciąży wcale nie byłam? Bo nic z tego u mnie nie wystapiło :) Przez całe 9 m-cy żadnych, ale to żadnych! porannych, popołudniowych czy wieczornych mdłości nie miałam. Raz tylko z głową w kiblu wisiałam, bo Groszkowi mango nie zasmakowało. Do tej pory mango unikam. Po arbuzy i ogórki kiszone w środku nocy męża z domu nie wyganiałam, w ogóle żadnych zachcianek nie miałam. A mogłam wykorzystać ten swój błogosławiony stan i przynajmniej kilka zachcianek powymyślać! A tak, żeby mąż nie miał ze mną za dobrze :)

Humorów też nie miałam, widocznie moje hormony ciążowe słabo się starały dopiec temu odpowiedzialnemu za ten cały bajzel! Narzekałam tyle co zwykle (czyli niewiele :) więc Groszkowy Tatuś mojej ciąży za bardzo nie odczuł - no może tylko w postaci zmniejszającej się powierzchni po Jego stronie łóżka :) Jedyne na co mogłam narzekać, to ból pleców i zmęczenie, ale to chyba każda ciężarówka tak ma. Więc nie było tak źle.

"Ciągle jestem zmęczona, senna, głodna i sikać mi się chce co chwilę!!! Uroki ciąży:)) Dobrze że na razie nie mam porannych mdłości!!! Choć powinny już być na tym etapie ciąży!!!! Idę coś przegryźć znowu:))"

A wyglądem też wieloryba nie przypominałam. Widziałam niektóre dziewczyny, które dosłownie całe opuchnęły w ciąży, nawet twarz im się napompowała. Mnie tylko brzuszek rósł i rósł, a pod koniec ciąży ważyłam tylko 10 kg więcej. Nie wiem, od czego to zależy - może geny, może budowa kobiety, a może te zachcianki lub ich brak? :) W każdym razie do 6-tego m-ca ciąży prawie nic po mnie nie było widać - wyglądałam tylko jakbym zjadła pełniejszy obiad :) A później dopiero brzuch zrobił się jak balon i ciężko było stoczyć się rano z łóżka, nie mówiąc już o obracaniu się na boki!

W 4-tym m-cu pojechaliśmy do lekarza, aby poznać płeć naszego Groszka. I okazało się, że to już nie jest Groszek, a mała Groszkowa :) Oboje byliśmy wniebowzięci na wieść, że małego siusiaka brak :) Zawsze chciałam mieć małą księżniczkę w domu! Na każdym kolejnym USG sprawdzałam tylko, czy przypadkiem nic tam nie wyrosło między małymi nóżkami :)

"Nie ma siusiaka!!! To będzie dziewczynka!!!!!!!!!! :-D :-D :-D :-D  HURRA!!!!!! Nasza mała księżniczka:-D  To teraz powinniśmy nazywać Groszka - "Groszkowa" :-D  Ale się cieszę!!!  No miał mój mężuś dobre przeczucie, że to będzie dziewczynka!"

Zaczęły się intensywne przygotowania - szukanie imienia i wyjścia ze sklepów z kolejnymi torbami różowych ciuszków. Same dobrze wiecie, jak trudno się powstrzymać przed kupnem tych małych ślicznych ubranek! I zawsze mówisz sobie, że jeszcze tylko tę jedną rzecz weźmiesz, a potem w domu patrzysz, a tu miejsca w szafie brakuje :)

W 5-tym m-cu pierwszy raz poczułam ruchy w brzuchu. Coś niesamowitego! Nagle czujesz, że tam rzeczywiście ktoś jest :) Chciałam tylko z ręką przyłożoną do brzucha chodzić, żeby czuć każdego kopniaczka.

"Wczoraj wieczorem nasza mała wreszcie zaczęła kopać!!!! Leżeliśmy już w łóżku, mąż trzymał rękę na moim brzuchu. I nagle mówi, że mała kopie. Dotknęłam brzucha i po chwili poczułam uderzenie:-) Ale potem mała chyba poszła spać, bo już nie kopała. Ale fajne uczucie, gdy tam w środku ktoś tak się rusza!!! Już się nie mogę doczekać na więcej kopnięć!!! Dzisiaj tylko coś bulgotało mi w brzuchu, ale może wieczorem znowu dzidzia będzie aktywniejsza:-) Ciągle przykładam rękę do brzucha w nadziei, że znów będzie kopać!"

Nasza Kruszynka była najbardziej aktywna wieczorami. Wtedy dawała mamusi popalić :) Ale uwielbiałam to! I tego mi chyba najbardziej brakuje z okresu ciąży! Tego poczucia, że ktoś rośnie w moim brzuchu, że ten ktoś słyszy mój głos, czuje moją dłoń i przykłada z drugiej strony swoją małą piąstkę czy nóżkę, by dotknąć mamusi :) Też Wam tego brakuje?

"Mała wali dziś w brzuch strasznie mocno w okolicach pępka, jakby łokciem się rozpychała! Mały piłkarz będzie z niej! :-D"

Pod koniec 6-tego m-ca lecieliśmy na święta do Polski, a że miałam już spory brzuszek, to nie chcieli mnie wpuścić do samolotu (opisałam tę sytuację tutaj). Ale udało się jednak dolecieć. W Polsce cała rodzinka zachwycona i tak jak my nie mogła się już doczekać na nowego członka naszej rodziny. A w tej Polsce dobrze miałam - siostra na zakupy wzięła, bo już w moje ciuchy się nie mieściłam, mama obiadek zrobiła, bo ja wciąż głodna byłam. Tylko na Sylwestra Piccolino pić musiałam :) A do Irlandii chora z katarem wróciłam, bo mrozy i śniegi nas tam dopadły. Ale leków żadnych nie chciałam łykać, bo nie wiadomo co Kruszynce mogłoby zaszkodzić.

W 7-mym m-cu zaczęliśmy chodzić do szkoły rodzenia. To było fajne i zabawne doświadczenie, choć nie całkiem takie, jak to sobie wyobrażałam. Nie było długich ćwiczeń na macie z partnerem, nie było przebierania lalek, zakładania pieluchy - prowadząca tylko raz nam to pokazała, a próbować mogliśmy już tylko później - na swoim dzieciątku :) Było za to dużo gadania, opisywania jak wygląda poród, jak łagodzić bóle itd. A na ostatnich zajęciach zwiedzanie szpitala i sali porodowej. W Polsce też tak to wygląda?

Ostatnie miesiące to już szaleństwo i wielkie zakupy. A to wózek, a to łóżeczko, a to bujaczek do salonu, a to znów jakieś małe ciuszki :)

"W tym tygodniu opróżniłam 3 szuflady w komodzie, ale siostra twierdzi, że to i tak za mało miejsca na ubranka dla dzidzi. 
Znów kupiłam troszkę małych ciuszków - trudno się opanować, gdy tyle pięknych rzeczy wisi wokół! No ale starałam się nie szaleć za bardzo :)"

Z powodu silnych bólów pleców i opuchniętych nóg już miesiąc przed porodem przestałam pracować. Ale za to miałam więcej czasu, by wszystko spokojnie przygotować. Pranie, prasowanie, układanie w półce małych ubranek, pakowanie toreb do szpitala. Zaczęłam też chodzić na basen, by choć na chwilę poczuć się lekka. Były też długie spacery po osiedlu, no i oczywiście posiłki co 5 minut - aż mi pomysłów brakowało, co jeść :)

"Dziś zaczął się już 35-ty tydzień ciąży! Na przyszły tydzień już mam zaplanowane wiele rzeczy, np. pranie, basen, GP. A mała właśnie kopie - pewnie ma już ciasno tam w środku! Cieszę się, że jeszcze tylko jutro do pracy, a potem będę mogła się wysypiać i odpoczywać - póki dzidzia się nie urodzi! Bo później już nie ma urlopów od macierzyństwa!"

3 tygodnie przed terminem byłam ostatni raz u ginekologa i postraszył mnie, że dziecko już takie wielkie, że główka już się pcha i że najlepiej jakbym urodziła w ciągu 2 tygodni, bo za 3 tygodnie może ważyć 4 kg i będzie trudniej. Nakazał dużo ćwiczyć, ruszać się, skakać na piłce, myć okna i wieszać firanki, żeby przyspieszyć poród. A ja właśnie zamierzałam sobie odpocząć w tych ostatnich tygodniach :) A tu zamiast wylegiwania się na kanapie, musiałam podwoić wysiłek fizyczny - i na basen codziennie, dłuższe spacery, po schodach tam i spowrotem - tylko okna sobie odpuściłam :)

2 tygodnie przed terminem wszystko już mieliśmy gotowe, nawet łóżeczko już stało w sypialni - tak na wypadek, gdyby te metody poskutkowały i dzidzia zdecydowała się wcześniej wyjść.

"...w łóżeczku materacyk, prześcieradełko, kocyk i rożek, a organizer wisi z boku łóżeczka, wypełniony kosmetykami potrzebnymi przy przewijaniu. Tylko dzieciaczka jeszcze brakuje w łóżeczku! :-D Ale już niedługo!!!!"


Ale ona ani myślała o wcześniejszym wychodzeniu - za dobrze jej w brzuszku było :) Oczekiwanie strasznie mi się dłużyło i czułam się jak słonica.

"Mała kopie właśnie - dalej nie chce wyjść z brzucha! Jutro zaczyna się już 40ty tydzień ciąży! Ciekawe czy wreszcie urodzę w przyszłym tygodniu???? Bo to czekanie jest męczące, czas się dłuży i nie mam już co robić! Wieczorem nie mogę zasnąć, trudno mi się ułożyć, już któryś raz spałam w pozycji pół siedzącej z nogami rozkroczonymi, bo spanie na boku już nie jest przyjemne - brzuchol twardy i gniecie mnie. A za to rano mogłabym w ogóle nie wstawać (gdyby nie głód i chęć sikania). Przez dzień kręcę się po domu z ciężkim brzuchem, już nawet trudno się chodzi i siedzi! A mała się uparła i nie chce się wykluć przed terminem! Będzie z niej mały złośnik i wielka babka pewnie!"

Termin porodu zbliżał się wielkimi krokami, a wraz z nim coraz większe zdenerwowanie, jak to będzie na porodówce, jak to będzie z dzieckiem, jak zmieni się nasze życie. Z jednej strony nie mogłam się już doczekać porodu, a z drugiej chciałam, by ta ciąża trwała i trwała (jak u słonia :) Bo podobało mi się bycie w ciąży. No ale kiedyś to musiało się skończyć :)

"Wszystko będzie inne jak mała się pojawi! Trochę się tego wszystkiego boję! Tej odpowiedzialności za maleńkie dziecko i czy będę umiała zaopiekować się nią. Nasze życie już nie będzie takie samo, już nie będzie czasu na obijanie się i długie spanie. Ale z drugiej strony już się nie mogę doczekać, by wziąć dzidziusia na ręce i mieć ją tutaj, a nie w brzuchu!! "

"Hej córeczko, wyłaź wreszcie, bo po tej stronie brzucha też fajnie i ciepło, a łóżeczko czeka na Ciebie!!! I my też!!!!"

I nadszedł wreszcie ten piękny dzień - 21 marca 2015 r, gdy nasza słodka mała Izunia posłuchała mamusi, wyskoczyła z brzucha i uczyniła nasz świat piękniejszym :) Oczywiście nie odbyło się to tak hop siup, bo poród zazwyczaj łatwy nie jest, ale moją historią porodu może podzielę się z Wami innym razem. Okres ciąży dobiegł więc końca, ale za to zaczął się najwspanialszy etap w naszym życiu - rodzicielstwo!

A jak wyglądały Wasze ciążowe doświadczenia? Podzielcie się swoimi przeżyciami!

You Might Also Like

22 komentarze

  1. Mój synek skończy jutro 15 miesięcy. Ten ostatni rok minął bardzo szybko ale dlatego, że mamy jeszcze córcię starszą.Jak widzę zdjęcia brzuszków to znów postarałabym się o taki :) Jednak mam już swoje lata i nie chcę być babcią na wywiadówkach :) Uwielbiałam ten stan oczekiwania, kopanie i głaskanie brzucha. Chociaż za drugim razem było gorzej to i tak nie ma nic piękniejszego niż stan błogosławiony:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie się obawiam tego, że za drugim razem może już nie być tak pięknie i spokojnie! A do najmłodszych też już nie należę, więc na wywiadówkach pewnie będę tą najstarszą siwą babcią :)

      Usuń
  2. Słyszałam o kobietach, które w ciąży czują się dobrze. Ja do nich nie należę. Mam dużo dolegliwości m.in. wymioty, które zaczynają się w drugim miesiącu i trwają do samego końca! :) Ale ale wszystko da się przeżyć :)).
    Iza - bardzo ładne imię wybraliście ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie - wszystko da się przeżyć - przecież to tylko 9 m-cy :) Ale nie zazdroszczę tych dolegliwości i to jeszcze przez całą ciążę!
      Pozdrowienia Iza od mojej Izy :)

      Usuń
  3. Ja mogłabym podzielić się jedynie wrażeniami z tzw. "ciąży adopcyjnej", ale trochę tego było i wszystko trwało zdecydowanie dłużej niż w przypadku tej standardowej, więc może jednak sobie odpuszczę ;) Za to bardzo miło było czytać Twoje wspomnienia - zdecydowanie dobrze mieć takie zapiski na pamiątkę i móc wrócić do nich w dowolnym wybranym przez siebie momencie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, adopcja może się ciągnąć nawet latami, ale na pewno warto tyle czekać :)
      A te zapiski to będzie taka fajna pamiątka na starość i dla dziecka także. Kiedyś jej pokażę, jak się to wszystko zaczęło :) A na starość będzie to moja ulubiona lektura do czytania :)

      Usuń
  4. ciaza szybko mija, dzieci szybko rosna...mi ciaze minely blyskawicznie, na szczescie bez komplikacji, jednak mam wrazenie, ze z powodu pracy, obowiązkow, nie zdazylam sie nimi prawdziwie nacieszyc

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie tylko przy pierwszej ciąży jest dużo czasu, by się cieszyć swoim stanem. Przy kolejnych ma się na głowie starsze dzieci i więcej obowiązków, prawda?

      Usuń
    2. Potwierdzam, przy pierwszej nie wiem, co ja robiłam z tym całym wolnym czasem!! ;) Teraz...czasami muszę spojrzeć do karty ciąży, żeby wiedzieć, w którym tygodniu jestem ;) Hania nie daje mi za długo posiedzieć w jednym miejscu. Trochę to męczące, ale z drugiej strony- więcej ruchu na pewno wyjdzie mi na zdrowie :D

      Usuń
    3. Właśnie! Latanie za córą to super ćwiczenia :)

      Usuń
  5. Bardzo ładnie wygladalaś w ciąży. Z tego co pamietam ja też raz wisiałam z głową w kiblu i czułam się rewelacyjnie prze całą ciążę.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. O Ty, byłaś kobietą z piłką, a nie w ciąży! He he, tak nazywam takie szczęściary co to im brzuch tylko rośnie :) Też rzygałam tylko raz, ale ja po arbuzie ;) Fanie to wszystko opisałaś. Pozdrowienia Nowa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj odkryłaś mój sekret - to była piłka rozmiar XXL ;) To dlatego mango mi nie podeszło - bo się obraziło, że jego pod bluzkę nie włożyłam ;)

      Usuń
  7. No to ja przeszłam mdłości całodobowe, spuchłam jak balon pod koniec, nawet twarz- jak księżyc w pełni ;) A że wzrostem nie grzeszę, to wyglądałam jak hipcio. Teraz mam dokładnie to samo- to już 33tc, już bliżej niż dalej, trzymajcie kciuki! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki :) No rzeczywiście już niewiele Ci zostało! Już pewnie nie możesz się doczekać!!

      Usuń
  8. No pięknie z brzuszkiem Ci było! :) Po prostu pięknie. A ten czas tak leci i te małe brzdące tak szybko rosną!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak pięknie, że chętnie jeszcze raz bym sobie brzuszek zrobiła :)

      Usuń
  9. Moje dziecko w grudniu kończy 6 lat i muszę przyznać ... nawet nie wiem kiedy ten czas taki szybko przeminął. Pamiętam, gdy byliśmy na podobnym etapie jak wy teraz oczekując pierwszych urodzin pociechy. Cieszcie się każdą chwilą, bo one szybko przemijają.
    pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, za szybko leci ten czas. A po dzieciach najbardziej to widać. Pozdrawiam również :)

      Usuń
  10. Śliczny miałaś brzusio. To Izunia jest taka trochę Włoszka... :D ;) Też się staraliśmy długo... A potem taka niespodzianka. Fajne te Twoje wspomnienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W 1/3 Włoszka, w 1/3 Polka i w 1/3 Irlandka :) Taka mieszanka wybuchowa :D
      Jak się człowiek długo stara i traci już nadzieję, to potem tym bardziej piękna niespodzianka!

      Usuń

Polub mnie na Facebooku

Obserwuj mnie

NAPISZ DO MNIE

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *