Jestem sobie przedszkolaczek...

4.9.17


Jestem sobie przedszkolaczek, który ciągle rano płacze - tak u nas brzmiałaby ta piosenka. Bo nasze początki z przedszkolem do łatwych nie należały. W sumie to nadal nie jest łatwo, a mamy w domu małego przedszkolaka już półtora miesiąca. Ale zacznijmy od początku.

Kto śledzi mnie na Instagramie (o tutaj klik), ten może pamięta, jak wyglądały u nas początki w przedszkolu. Nasza córcia zaczęła chodzić do przedszkola w połowie lipca. Gdy wszyscy wokół na wakacjach, my pędziłyśmy co rano do przedszkola. Przez pierwsze 2 tygodnie był okres przyzwyczajania. I chociaż zapisaliśmy córcię tylko na 3 dni, przez te 2 tygodnie chodziła tam codziennie na 2 godziny. A pierwszy tydzień był niepłatny. Nie wspominam tych dni najlepiej - córcia pewnie też nie!

Pierwszego dnia oboje z mężem wzięliśmy wolne z pracy, by towarzyszyć naszej córci w tym ważnym dniu. Już po przekroczeniu progu przedszkola zaczęła się histeria. Tak samo jak kilka m-cy wcześniej, gdy poszliśmy ją zapisać. Dzieć uczepiony mamusi jak mała małpka i za nic puścić nie chce! Przy tym krzyk i płacz tak donośny, że uszy odpadają. W końcu udało mi się położyć ją na ziemi, ale oboje musieliśmy przy niej usiąść i bawiliśmy się z nią, bo z dziećmi nie chciała. A żeby załagodzić trochę emocje tego dnia, pojechaliśmy później do centrum miasta nad rzekę, gdzie karmiliśmy kaczki i łabędzie.

Ale następnego dnia znów trzeba było wejść do "jaskini lwa". I oczywiście sytuacja z histerią i małpką powtórzyła się - i powtarza do teraz, za każdym razem gdy wchodzimy do przedszkola. Drugiego dnia doradzili mi, bym posiedziała z 10 minut przy córci, a potem wyszła na chwilkę, potem znów posiedziała przy dziecku i znów wyszła. Tak więc zaczęłam znikać na krótko i plątałam się po korytarzu, nasłuchując płaczu mojego dziecka - a raczej nie musiałam nawet nasłuchiwać, bo te głośne krzyki słychać było zapewne po drugiej stronie ulicy! Dzieć mój biedny uciekał za każdym razem za fotel - chyba tam czuła się bezpieczna. A mnie aż serce ściskało z żalu, że ona tam taka smutna, a ja nic nie mogę na to poradzić. Raz wyszłam jak bawili się na placu zabaw - zajęli ją, żeby nie widziała jak znikam, bo inaczej przyczepiała się mojej nogi i ruszyć się nie mogłam. Ukryta za drzwiami patrzyłam jak biega z płaczem i szuka mamusi. Szkoda mi jej było. Ukryła się w końcu w drewnianym domku i zleciały się do niej inne dzieci, pytały czemu płacze i przytulały ją. Chyba była zaskoczona, bo przestała płakać, ale nie chciała stamtąd wyjść.

Za każdym razem miałam wydłużać swoją nieobecność i czwartego dnia wyszłam chyba na pół godziny - i to wyszłam wreszcie z budynku! Gdy wróciłam, spodziewałam się zastać zapłakaną córcię, a tu mi mówią, że bawi się w ogródku i że przestała płakać po kilku minutach. A gdy uśmiechnięta wyszła z tego ogródka, to nawet nie rzuciła się jak zwykle na mnie. Widać było, że wreszcie jej się spodobało przedszkole. Następnego dnia też było dobrze, a ja wyszłam na ponad godzinę! Wróciłam, a ona jadła obiadek i nawet nie zwróciła uwagi, że już jestem! Z jednej strony ucieszyłam się, a z drugiej - ała! tak szybko zapomniała o mamusi??? No cóż - może obiadek był lepszy niż te domowe mamusine ;)

Jednak w drugim tygodniu znów było gorzej i przedszkole było be! Pewnie przez weekend zapomniała o tym przedszkolu i trzeba było przyzwyczajać ją od początku. Nadal codziennie były krzyki, raz trwały krócej, raz dłużej. Jednego dnia się bawiła, a drugiego - chowała w kącie i nie dała dotknąć. A ja tym razem wychodziłam od razu z przedszkola i szłam na kawkę - pierwszy raz sama od baaaardzo baaaardzo dawna. Ale powiem Wam, że kawka lepiej smakuje z tą moją małą towarzyszką u boku! Ale dla mamy chyba lepiej wyjść gdzieś dalej na tą godzinkę czy półtora, by nie słyszeć tego płaczu, i zająć myśli czymś innym. Bo inaczej mama by zwariowała!

Od trzeciego tygodnia córcia już normalnie chodzi do przedszkola, czyli 3 dni w tygodniu po 4 godziny. A ja zaczęłam wreszcie wracać do domu i tam korzystać z tych samotnych chwil (bo o ile mogłam pić kawkę przez godzinę, to przez 3 godziny to już raczej nie :) Córcia nadal płacze jak ją tam zostawiam, a nawet jak już dojeżdżamy na parking. Czasem już rano w domu płacze, że nie chce do przedszkola. I codziennie rano w swojej sali ucieka pod drzwi i "do domku chcę!". Przedszkolanka musi ją na siłę wziąć na ręce i zająć czymś, i po kilku minutach krzyków, córcia uspokaja się i bawi - ale woli sama niż z innymi dziećmi. W jej grupie jest ok 10 dzieci i aż 3 przedszkolanki, w tym jedna Polka, więc zawsze się dogada z Izunią. Dzieci ciągle robią coś fajnego, a to malują, a to lepią z plasteliny, a to śpiewają. Mają też drugie śniadanie i obiad, przed obiadem idą do ogródka na plac zabaw, a po obiedzie odpoczywają na leżaczkach. Moja córcia jednak nie chce odpoczywać i idzie do nieco starszej grupy, gdzie się bawi póki po nią nie przyjadę. I zawsze wita mnie słowami "Izunia płakusiała". Ale tylko troszkę "płakusia" mój przedszkolak mały!

Ciekawa jestem, kiedy przestanie płakać na słowo "przedszkole"? Słyszałam, że niektóre dzieci płaczą nawet z rok, a inne od razu przestają. Niekiedy nachodzą mnie myśli, czy nie za wcześnie to przedszkole, czy nie lepiej byłoby poczekać jeszcze z rok? Bo teraz ma dopiero 2,5 roku, a przecież jak już zacznie szkołę, to przez kilkanaście kolejnych lat będzie chodzić! Z jednej strony szkoda mi tego jej beztroskiego dzieciństwa i tych straconych wspólnych chwil, ale z drugiej strony chciałabym żeby była wśród dzieci i by nie była takim samotnikiem. A im wcześniej zacznie się przyzwyczajać, tym podobno lepiej. Jest jeszcze kwestia opłat i mojego wolnego czasu. Bo przedszkole do tanich nie należy i co tydzień połowa mojej tygodniówki idzie na opłaty (a do tego zwiększyły się też koszty na samochód, bo zawożę-przywożę i nagle robi się ok 25 km dziennie i w sumie godzinę w aucie spędzam). Dopiero dzieci powyżej 3 lat mają darmowe 3 godziny dziennie w przedszkolu. Ale mimo tych zwiększonych opłat fajnie jest mieć tylko dla siebie te kilka godzin w ciągu dnia, prawda? To całkiem coś innego niż siedzenie po nocach, albo raczej drzemanie późnym wieczorem nad komputerem. Więc to przedszkole ma też jakieś plusy :)

Ale powiem Wam szczerze, że przez ten m-c gdy wracałam do domu na te 3-3,5 godz, to niewiele zrobiłam. Zakładałam że w ciągu 3 godz. zrobię i obiad, i dom ogarnę, i jeszcze czas na przyjemności zostanie. Ale gdy pierwszy raz wróciłam sama do domu, to stwierdziłam, że mam w nosie obiad i porządki - i po prostu zaczęłam robić to co lubię, co sprawia mi przyjemność - bo przecież życie jest za krótkie, by dzień w dzień tylko sprzątać i przy garach stać :) Tak więc wykorzystałam ten mój wolny czas m.in. na zabawę ze zdjęciami (co możecie podejrzeć na Instagramie). Niestety nie zrobiłam porządków w zdjęciach na kompie i nadal tam zapchane po moim kursie foto - no ale miałam robić to, co sprawia mi przyjemność, więc wszelkie porządki odpadają ;) I jeszcze w ciągu tego m-ca zrobiłam coś, czego nie robiłam od roku i myślałam, że już nigdy tego nie zrobię - nadrobiłam serial. A co! Matka też człowiek i raz na jakiś czas chce się przenieść do innnego świata :) No i jak się znów wciągnęłam, to koniec! (cholerne seriale! - jak się nie ogląda, to jest dobrze, ale jak już człowiek zacznie nową serię, to ciężko przerwać :) Tak więc w sierpniu wrzuciłam całkowicie na luz. Co nie znaczy, że w ogóle nie robiłam nic innego - bo i obiad był (najczęściej jakiś szybki albo na 2 dni :) i dom też nie zarósł pajęczynami :) Ale przynajmniej się zrelaksowałam, odpoczęłam i nabrałam sił. Bo wkrótce pewnie znów zacznie się szaleństwo - szczególnie wtedy, gdy rozpocznę kolejny kurs foto i znów na nic innego nie będzie czasu.

Długo zabierałam się za tego posta, bo zbyt wiele myśli krążyło mi po głowie i oczywiście akurat wtedy krążyły, gdy nie miałam jak ich zapisać (np. w aucie gdy jechałam po dziecia). Jednego dnia były to pozytywne myśli o przedszkolu, a drugiego już mniej pozytywne. Wszystko zależało od humoru córci i tego, którą nogą rano wstała z łóżka :) No i jeszcze od pogody! Nadal nie wiem, czy dobrze zrobiliśmy posyłając ją tak wcześnie do przedszkola - ale mam nadzieję, że wkrótce wyjdzie jej to na dobre, że się tam rozkręci, że się przełamie w końcu i zacznie bawić z dziećmi, i że znajdzie fajnych małych przyjaciół.

A jakie są Wasze doświadczenia z przedszkolem? Czy ciężko było na początku? A może Wasze maluchy dopiero zaczynają tą przygodę? Podzielcie się tutaj ze mną swoimi przeżyciami - i przeżyciami swoich dzieci :)

A dla tych, którzy dopiero zaczynają przygodę z przedszkolem, mam kilka rad - chociaż co ja tam mogę doradzać, jak sama jestem początkująca - no ale z mojego krótkiego przedszkolnego doświadczenia mogę Wam chociaż poradzić, żeby:
- nie zostawać zbyt długo z dzieckiem w przedszkolnej sali, bo im szybciej wyjdziesz, tym szybciej przestanie płakać,
- więc najlepiej wyjść od razu, chociaż niekiedy to jest trudne,
- nie plątać się przez cały czas po korytarzu przedszkolnym, podglądając dzieciaczka - bo słysząc krzyki i płacze, ciężko jest powstrzymać się od wejścia i zabrania stamtąd swojego malucha,
- najlepiej wyjść z budynku, iść na kawkę czy zakupy i nie myśleć non stop o tym, że zostawiło się tam płaczące dziecko - bo to skutkuje płaczącą mamą! (a przecież nie chcesz wracać po dziecko, wyglądając jak panda :)
-  dla bardzo wrażliwych mam polecam tusz wodoodporny :)
- jeśli masz te kilka godzin dla siebie w domu, to zajmij myśli czymś innym i rób coś, co lubisz, co sprawia Ci przyjemność - przecież nie musisz sprzątać codziennie! :)
- możesz robić też rzeczy, których nie dasz rady robić w obecności dziecka,
- pamiętaj, że na wszystko trzeba czasu i prędzej czy później będzie lepiej!

No to trzymajcie kciuki za naszego przedszkolaka, by to lepiej było prędzej niż później :) A ja będę trzymać za Waszego :)





----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Jeśli podobał Ci się ten post, daj mi znać :) 
Będę wdzięczna za komentarz, lajka na Fejsie 
czy udostępnienie tego posta Twoim znajomym. 
Mam nadzieję, że wpadniesz do mnie jeszcze!

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

You Might Also Like

14 komentarze

  1. Pamiętam ten czas, wynajdywałam sobie sporo zajeć by nie myśleć, aż w końcu założyłąm bloga :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blog to rzeczywiście super pomysł, bo bardzo czasochłonny i zanim się obejrzysz, już jedziesz po dzieciaka :)

      Usuń
  2. Początki zawsze są trudne (u nas jeszcze w pierwszym roku przedszkola było w kółko chorowanie), ale potem już jest fajnie. Ja powoli zaczynam się stresować przyszłorocznym pójściem syna do szkoły ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas na razie chorób nie ma, no ale wiadomo że tego się raczej nie uniknie niestety! A szkoła to już wyższy poziom nerwów matki :) Ja na razie o szkole nie myślę - chociaż w przyszłym roku przydałoby się już wybrać jakąś!

      Usuń
  3. Ojjj, kiedy to było! Dziwnie się tak patrzy ba tych wszystkich przedszkolaczków wiedząc, że moje dziecko też do niedawna takie małe było :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też pewnie ani się obejrzę a będę już wspominać przedszkole! Za szybko czas przelatuje i za szybko te nasze dzieciaczki rosną, co nie? :)

      Usuń
  4. Moje osobiste doświadczenia z przedszkolem/zerówką są dość traumatyczne ;) Płakałam przez cały okrągły rok - czasami rodzice musieli mnie odbierać dużo wcześniej, bo panie nie potrafiły sobie ze mną poradzić. Bąbel z kolei ogólnie lgnie do dzieci - ale na razie uczęszczamy do przedszkola w kratkę, czasami zdarzają się nam wagary, wszystko się jeszcze klaruje i mamy w grupie ciągłą rotację. Póki co nie wróciłam do pracy - więc możemy pozwolić sobie na dość luźne podejście do tematu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My mieliśmy wagary teraz przez 2 tyg, bo byliśmy w Polsce :) I pewnie znów trzeba będzie od początku przyzwyczajać! Zobaczymy w środę jak to będzie po takiej przerwie!

      Usuń
  5. No tak, każdy musi to przetrwać, ja już mam w domu "stare wyjadaczki", starsza córka ostatni rok w przedszkolu, w zerówce, a druga drugi rok plus krótki epizod z klubikiem :) także u nas już sprawa unormowana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas wciąż wszystko nowe i nie wiadomo kiedy się to wreszcie unormuje :) Ale mam nadzieję, że wkrótce!

      Usuń
  6. Rety! Kiedy ona tak wyrosła! Odnośnie przedszkola- pamiętam że kiedy chodziłam do zerówki było to najgorsze przeżycie dla mnie, wcale tego nie lubiłam, co dzień musiała ze mną chodzić mama, a kiedy wychodziła ja zalewałam się łzami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No rzeczywiście wyrosła strasznie! A ja swojego pobytu w przedszkolu zupełnie nie pamiętam! To może lubiłam chodzić, bo może krzyk i płacz to bym zapamiętała :)

      Usuń
  7. No widzisz moja droga, takie zasady edukacji na emigracji.. Niczym się nie przejmuj, będzie coraz lepiej. :) Najgorsze już za Wami, bo nie zrezygnowałaś, nie poddałaś się, a przecież dziecko musi się edukować i przebywać z rówieśnikami. Dziecko nie płacze z traumy, dziecko płacze z przyzwyczajenia. Mam nadzieję, że lada moment nastąpi zapomnienie o tym, że ma płakać. Myślę, ze pora przestać o płaczu rozmawiać, w ogóle o tym nie rozmawiajcie. Może to zadziała.. Tak, jeśli gdzieś usłyszałaś, że niektóre dzieci płaczą nawet przez cały rok, to jest to prawdą. twoje dziecko nie jest wyjątkiem. Dokładnie tak było w przypadku jednej dziewczynki, która przyjaźni się z moim synkiem. Teraz zaczęła się szkoła, a dziewczynka z uśmiechem na ustach do niej przychodzi. Powodzenia i wiele cierpliwości Tobie życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za słowa otuchy :) Kiedyś na pewno będzie lepiej! A z tym nie gadaniem o płaczu to fajna rada - postaram się wprowadzić ją w życie i zobaczymy czy pomoże :) Bo chyba rzeczywiście teraz to tylko płacz z przyzwyczajenia - i niekiedy nawet łzy nie lecą!

      Usuń

Polub mnie na Facebooku

Obserwuj mnie