Gdy na nowszy model czas

25.8.16


Po półtora roku nadszedł czas, by się rozstać z wielkim, ciężkim, trójgłowym towarzyszem i wymienić go na mniejszy i lżejszy model. Matka miała już dość dźwigania go i mocowania się z nim, a raczej szarpaniny, połączonej często z różnymi "pięknymi" słówkami wydobywającymi się z ust. Poza tym ten stary olbrzym okulał trochę, więc trzeba było szybko powiedzieć mu "Pa, pa". O czym ta matka tutaj plecie? Tylko nie myślcie sobie od razu, że matka wymienia na nowszy model tatusia albo jakiegoś zwierzaka :) Bo zwierzaka matka nie posiada, a u tatusia wszystko jeszcze działa ;)

No wózek nam padł :) Wielki, ciężki jak cholera, z odczepianym nosidełkiem, spacerówką i gondolą - taki 3 w 1 - jak to reklamują. Dobrze nam służył przez długi czas. Na początku - jako wózek z nosidełkiem - sprawdzał się super - wpinało się malucha do nosidła, nosidło do auta, tam maluch mógł sobie spokojnie spać i nie przerywano mu tego snu po dotarciu na miejsce, bo nosidło wraz z dzieckiem wyciągało się z auta i wpinało do podstawy wózka, wyciągniętej z bagażnika (gdzie a propo nic już by nie wlazło). I jazda na sklepy! Pod nosidełkiem miejsca sporo, więc do dużego kosza w wózku można było wiele naładować :) Samo wpinanie/odpinanie nosidełka do wózka nie było zbyt skomplikowane, nawet dla matki-blondynki ;) Tak więc wiele sklepów w tamtych czasach zaliczyłyśmy i wiele dróg tak zjeździłyśmy - zazwyczaj z maluchem śpiącym słodko w nosidełku.


Na bliskie spacerki koło osiedla służyła nam gondola wpinana do wózka. Tam też małej wygodnie było i pospać mogła w spokoju albo poobserwować otaczający ją świat.


Ale jak to zwykle bywa, po kilku m-cach nasza mała przestała być już taka mała i do gondoli się już nie mieściła. Do nosidełka tym bardziej. Trzeba było fotelik samochodowy kupić i na spacerówkę się przerzucić. I wówczas zaczęły się schody. Nowy fotelik oczywiście już nie pasował do wózka i trzeba było spacerówkę upychać do auta - a jak już pisałam wyżej, do bagażnika nic poza bazą wózka by nie wlazło. Tak więc spacerówka musiała wylądować na tylnym siedzeniu, zaraz koło malucha w foteliku. Tak to jest, gdy ma się małe autko. Pakowanie wszystkiego stało się bardzo uciążliwe, a samo rozkładanie czy składanie wózka stało się męczarnią, bo już nie było tak łatwe jak w przypadku tamtych części. Szczególnie nerwy traciło się w sytuacjach, gdy dziecko się darło, a ty spieszyłaś się ze składaniem, żeby zdążyć zanim bilet parkingowy straci ważność.


Izuni też się to nie podobało, bo już nie mogła w spokoju pospać w samochodzie - zawsze usypia nie wtedy, gdy wyjeżdżamy, ale gdy dojeżdżamy już na miejsce i straszna matka musi ją budzić, przenosząc z fotelika na wózek. Tak więc matka miała już dość tej męczarni i szarpaniny z rozkładaniem i składaniem wózka na każdym parkingu - aż się jeździć gdziekolwiek odechciewało na myśl o ponownej szarpaninie! I jeszcze do tego na koniec koło się zepsuło! Wzięło i odpadło! Bo coś tam w środku strzeliło. Więc żegnaj wózku! Fajnie było (z wyjątkami :), ale to już koniec naszego związku!


Trzeba było szybko rozejrzeć się za zastępstwem. Wiadomo, że najszybciej znajdzie się takowe w sklepach. Ale tam ceny powodowały ból głowy! Więc przeszukiwaliśmy różne fora i ogłoszenia, aby znaleźć używane, tańsze wózki. Już nie chcieliśmy takiego 3 w 1, tylko zwykły, lekki, jednoczęściowy wózek typu "parasolka", który w całości pomieści się w moim bagażniku. Oczywiście jak się czegoś usilnie szuka, to tego akurat nie ma. Taki psotny los! Więc o tym, żeby było w komplecie tanio, ładnie i blisko, można było sobie co najwyżej pomarzyć. Po tygodniu przeglądania ogłoszeń, znalazłam 2 prawie idealne wózki - prawie, bo jeden był brzydki, a drugi daleko.

No trudno, pojechaliśmy obejrzeć najpierw ten brzydki. Okazało się, że mimo że sprzedający pisał, że to lekka "parasolka", wcale za lekki nie był, a do typowej "parasolki" daleko mu było. No i do auta z pewnością by mi nie wlazł! Więc zostało drugie ogłoszenie, ok 30 minut drogi od nas. Już się umówiłam ze sprzedawcą na konkretną godzinę następnego dnia, a tu pisze mi nagle wieczorem, czy wiem, że to jest wózek dla lalki, a nie dla dziecka? No w sumie mogłam się domyślić, że coś za tanio! A na fotce wyglądał jak prawdziwy! Te wózeczki to lalki mają chyba lepsze niż dzieciaki! Ale bym się zdziwiła, gdybym tam jednak pojechała i zobaczyła taki mikroskopijny wózeczek :) No Izka raczej by tam nie wlazła - ale przynajmniej do bagażnika mogłabym takie z 4 upchnąć ;)

Znów trzeba było szukać na nowo. Ale po kilku kolejnych bezowocnych dniach stwierdziłam, że mogę tak szukać do wiosny i mam gdzieś szukanie - jadę do sklepu! A co! Akurat w Smyths promocja była i aż tak drogo nie było, a wózek ładny, nowy, no i lekka "parasolka". Izuni też się spodobał i już się na niego w sklepie wdrapywała. Kupiłam. Teraz pewnie tanie ogłoszenia będą się pojawiać jak grzyby po deszczu - jak się już nie szuka :) Wózek już testowany przez nas kilka razy i na razie się dobrze sprawuje, nic nie odpada, lekko się składa i co najważniejsze - do bagażnika się mieści :) Więc na tylnym siedzeniu znów mogę ludzi wozić :)

Zobaczcie sami, jak ładnie wygląda ten nasz nowy wózek - model Dimples, jakby ktoś chciał wiedzieć:



Kolor bardzo mi się spodobał, taki dziewczęcy. Ma odczepiany daszek, oparcie rozkładane do pozycji leżącej, więc dzieciak spać wygodnie może. Podparcie pod nóżki też można wyginać w tę i we w tę. Oprócz tego blokowane koła przednie, jakby ktoś chciał jechać długą prostą. Tylne koła też się blokują, żeby dziecko z wózkiem Ci nie odjechało. Na rączce jest mały wieszaczek na torbę czy plecak, a pod wózkiem kosz z siatki, który do 3 kg ponoć udźwignie. Ciężarów tam nie będę ładować, ale na kurtki czy kocyk w sam raz. Do wózka dołączona jest folia przeciwdeszczowa. Na rączkach można spokojnie torbę powiesić z dzieciowymi rzeczami i wózek nadal stabilnie stoi - a tego właśnie się obawiałam najbardziej, że jak powieszę torbę wypchaną pieluchami, jedzonkiem i chusteczkami, to taki lekki wózek fiknie mi do tyłu. Ale daje radę :) Lekko się go prowadzi, nawet po dziurach w drodze. Jedyne, do czego mogę się przyczepić, to wydaje mi się, że ma zbyt płytkie siedzenie i Izka tak jakoś wystaje z tego wózka. Ale jej raczej to się podoba, bo wtedy więcej świata widzi i ani razu nie marudziła ani wychodzić z wózka nie chciała podczas długich spacerów. Więc na razie jest super!

A jakie są Wasze przygody z wózkami? Jakich używacie lub używałyście? Kiedy się przerzuciłyście na lżejszy wózek? Co sądzicie o tych 3 w 1 oraz o "parasolkach"? A może macie taki model jak ja? Dobry jest? - wytrwa tak gdzieś do 3-cich urodzin? :)


PS. Wpis nie jest sponsorowany - a szkoda, bo nie pogardziłabym kilkoma groszami na pieluchy :)



--------------------------------------------------------------------------------------------------------

Bardzo się cieszę, że przeczytałaś/przeczytałeś mój post. Podobał się? To będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz tu jakiś ślad po sobie. Możesz napisać komentarz, polubić mnie na Facebooku czy udostępnić ten post Twoim znajomym. Mam nadzieję, że wpadniesz do mnie jeszcze :)

--------------------------------------------------------------------------------------------------------

You Might Also Like

20 komentarze

  1. Wiem jedno, w wózek - "parasolkę" warto zainwestować i kupić dobrej firmy. Nasza pierwsza "parasolka" wytrzymała kilkanaście lat, korzystała z niej cała 3ka naszych dzieci:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To rzeczywiście dobra firma musiała być, że tyle dzieci przetrzymała :) Zobaczymy ile nasza parasolka wytrzyma!

      Usuń
  2. Ja zaczynałam od gondoli, a skończyłam na przyczepce rowerowej z joggerem :) Używałam jej jako wózka i to była najlepsza z możliwych opcji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetny pomysł! Gdybym miała rower, to pewnie też bym taką przyczepkę kupiła. Może kiedyś kupię i to i to :)

      Usuń
  3. Pierwszy wózek Młodej był spadkowy. Przywieziony ze Szwecji przez mojego kuzyna. 4 duże koła, które nie były skrętne. Prowadziło się go rewelacyjnie. Idealnie nadawał się na wiejskie drogi. Później kupiłam spacerówkę na 4 dużych kołach firmy Maked- polski producent wózków, które polecam. Przeprowadziliśmy się do miasta i również tam wózek dawał radę. Spacerówka rozkładała się na płasko do spania, miała przekładaną rączkę. Korzystaliśmy z niej do końca przygody Młodej z pojazdem:) Teraz czeka na kolejnego pasażera, tylko nie wiemy jeszcze kiedy się pojawi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że ten nasz drugi wózek też wytrzyma już do końca :) Ale ja muszę mieć taki z małymi kółkami, bo wielkie to by mi nie wlazły do auta! :)

      Usuń
    2. Taki z małymi kółkami kupiliśmy na wyjazdy, duży nie mieścił się w starym aucie ;)

      Usuń
    3. No tak, do bagażnika to ciężko takiego olbrzyma upchnąć! A za każdym razem nie będziemy przecież kół odkręcać, co nie? :)

      Usuń
  4. Świetny zakup i mam nadzieję, że wózek będzie służył tyle, ile trzeba :-) Najważniejsze to zadowolone dziecko :) Miłego dnia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No moja mała bardzo zadowolona z nowego pojazdu! A jak ona zadowolona, to ja też :) Miłego dnia również :D

      Usuń
  5. Ten duży miałam baaardzo podobny, widzisz, że naprawdę sporo nas łączy? :)
    Ten nowy fioletowy jest bajeczny!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie ten kolor mi się spodobał - nie jakiś tam czarny czy różowy! :)
      Rzeczywiście łączy nas wiele :D To kiedy kawka? ;)

      Usuń
  6. My też niedawno wymieniliśmy wózek.Tym razem na Mutsy-jak dla mnie rewelacja,sprawdził się i w górach i na plaży. Do tego lekki i ładny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jeszcze nie testowałam naszego na plaży ani w górach. Pewnie najpierw przetestuję go na deszczu i wietrze i jak go nie zwieje, to zda egzamin :)

      Usuń
  7. My taką "parasolkę" sprawiliśmy Blance jak miała 8 miesięcy, bo chcieliśmy mieć coś lekkiego na wyjeździe. Na nadmorskich deptakach się sprawdził, ale już np. w górach po kamyczkach nie dał rady. Takie ciężkie wózki z dużymi kołami się bardziej tu sprawdzają. Dlatego tego dużego wehikuła nie likwidujemy jeszcze. Jest do 36 miesięcy, więc dopóki można będzie nam służył na taki bardziej offroad. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasz też pewnie nie dałby rady w górach! Ale tu gór nie ma wysokich :) A tego naszego starego olbrzyma też nie wyrzucamy jeszcze - tylko kółko musimy naprawić.

      Usuń
  8. Uuuuu, dziecię awansowało :-) Super kolorek, ja byłam zmuszona pogodzić się z brakiem fioletów i różów w naszym świecie... ;-) U mnie faceci rządzą :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla małych mężczyzn też można piękne kolory wybrać :) Taki sam powóz był jeszcze w kolorze niebieskim :) Wolę takie bardziej żywe kolory niż sam czarny.

      Usuń

Polub mnie na Facebooku

Obserwuj mnie

NAPISZ DO MNIE

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *