Dzień z życia mamy dwójki

28.2.20


Jest wczesny ranek. Otwieram oczy tuż przed tym nim budzik zadzwoni. Jak zwykle jestem super wyspana i wypoczęta, bo dzieciaki ładnie spały całą noc. Z radością wstaję, by powitać kolejny wspaniały dzień. Dzieci jeszcze śpią, na polu ciemno. Ogarniam się niespiesznie, bo mam przecież jeszcze dużo czasu. Piję gorącą kawkę, sprawdzam maile na telefonie, oglądam fotki na Instagramie. Oczywiście zamiast tego mogłabym pospać jeszcze z pół godzinki dłużej, no ale po co, skoro już się i tak porządnie wyspałam.

Wreszcie budzę dzieciaki, które również z uśmiechem na buźkach witają nowy dzień. Oczywiście nie ma żadnego marudzenia, że: "jeszcze 5 minut", "nie chcę wstawać", "nie chcę do szkoły", "nie chcę tego ubrać", "a to nie pasuje do tego". Myślę sobie, jakie te moje dzieciaczki są idealne i grzeczne, że tak nigdy nie marudzą, i nie beczą bez powodu, i słuchają mnie zawsze. Śniadanko jemy na spokojnie, bez pośpiechu, oczywiście nikt nie wybrzydza, że nie chce tego jeść. Poranek mija nam wesoło i bez nerwów oczywiście.

A po śniadanku jedziemy do szkoły. Dzieć nr 1 odstawiony, więc teraz relaksik z dzieciem nr 2 przez kilka godzin. Młody oczywiście nie ma porannej głupawki i nie biega jak szalony, i nie wpada na ściany i nie nabija guzów, bo on oczywiście grzeczny i spokojny jest. I oczywiście nie ma żadnej histerii, gdy mu czegoś nie pozwalam. Normalnie dziecko-anioł, oczywiście. Bawimy się razem, a ja oczywiście uwielbiam te wszystkie zabawy autkami, puzzlami i przeglądanie tej samej książeczki po raz setny. Robimy razem ogromny bajzel, ale co z tego, jak potem razem sprzątamy. Dzieć nr 2 to wspaniały pomocnik! Pomaga mi też wstawić pranie i oskrobać ziemniaki.

Przed południem młody ziewa, więc kładę go spać. Jak zwykle szybko i grzecznie zasypia i śpi bardzo długo oczywiście, a ja w tym czasie mogę sobie odpocząć. Odpalam robota odkurzającego i włączam sobie serial. Młody śpi i śpi, więc i na kolejny odcinek jest czas. Błoga cisza, spokój, pełen relaksik. Potem zabieram się za obiad, ale to dla mnie także relaks, bo oczywiście uwielbiam stać przy garach. Oczywiście 2 dania robię, oczywiście zdrowe i smaczne. A jeszcze mnie natchnęło, to nawet i wypasiony deser robię i ciasto piekę. Tyyyyle czasu mam.

Wreszcie młody się budzi - tak długo spał, że już sama chciałam go zbudzić, bo już miałam dość tej ciszy i relaksu. Jedziemy do szkoły po córkę. Po powrocie wsuwamy ze smakiem pyszny obiadek i znów nikt nie marudzi, dzieciaki oczywiście same ładnie jedzą i nawet bajzlu nie ma pod stołem i krzesłami. Po obiedzie ja szybko ogarniam kuchnię, synuś mi pomaga, a córcia z radością siada do zadania domowego.

Na polu słoneczko i cieplutko, więc idziemy na spacerek, córcia szaleje na hulajnodze, synek grzecznie idzie za rączkę oczywiście. Potem bawią się razem w ogrodzie, a ja patrzę na nich z radością, choć w sumie mogłabym ich nie pilnować, bo wiem że oczywiście nie będą się kłócić, bić o piłkę, popychać czy walczyć kto ma pierwszy na zjeżdżalni zjechać. No rodzeństwo idealne oczywiście!

Idziemy do domku na deser, ciasto które upiekłam jest oczywiście tak pyszne, że wszyscy wołają o dokładkę. Wraca tatuś z pracy. Zjada obiadek i przejmuje dzieciaki, a ja mam chwilę dla siebie. Relaksuję się w wannie - gorąca kąpiel, świeczki, winko i cisza niczym nie zakłócana oczywiście. Nikt nie dobija się do drzwi oczywiście, nikt się nie drze oczywiście, nikt nie woła "mamooooooo!!!".

Już mam dość tego relaksu i wracam do mojej wesołej gromadki. Spędzamy czas we czwórkę, a potem tatuś ma chwilę dla siebie. A ja bawię się z dzieciarnią lalkami, autkami, gramy w gry, malujemy, czytamy.  Uwielbiam te nasze wspólne zabawy, bo nikt się nie kłóci i nie bije o zabawki oczywiście. Potem dzieciaki ładnie się same bawią, więc biorę książkę i czytam, spoglądając co chwilę na te moje dwa Słodziaki. Oczywiście nie muszę się martwić, że któreś z nich wymyśli jakąś głupią zabawę, po której posypią się zęby i siniaki, oczywiście nie muszę co chwilę interweniować i wołać: "nie bij jej!", "nie gryź jej!", "puść jej włosy!", "nie popychaj go!".

Pora na kolację, tym razem tatuś szykuje coś dobrego. Wszyscy siedzimy przy stole, nikt nie biega oczywiście i za nikim nie trzeba gonić z chlebem po całej kuchni. Po kolacji kąpiemy dzieciarnię, znów nikt się nie drze oczywiście, że kropla wody wleciała do oka i nikt nie jęczy oczywiście, że nie chce już wychodzić z wanny.

Dzieciarnia gotowa już do snu, jeszcze tylko chwila wspólnych wygłupów, a potem książka, którą znamy już na pamięć i oczywiście córcia chce sama ją czytać. Już po godz. 20 dzieciaki padają, każdy w swoim łóżku oczywiście i oczywiście nie trzeba przy nich siedzieć aż zasną. I śpią ładnie całą noc oczywiście. A my mamy wieczór dla siebie, jak zwykle oczywiście.

Włączamy sobie film, przytulamy się na kanapie, jest cicho i spokojnie. Nikt nam nie przeszkadza oczywiście, nic nie zakłóca tego naszego wieczoru. Jest idealnie. Zresztą cały dzień był przecież idealny. Jak każdy inny dzień z naszymi idealnymi dzieciaczkami, w naszym idealnie czystym domku, w naszym idealnym życiu.

Przytulam się mocniej do męża, rozmyślając o tym naszym cudownym życiu. I wtedy... budzę się z tego snu :)  Snu o idealnym dniu. Nie chcę otwierać oczu, jeszcze nie, bo wiem jaki armagedon tam ujrzę. Jeszcze z 5 minut chcę pośnić, pomarzyć. A potem mogę wrócić do tej mojej rzeczywistości, która niewiele ma wspólnego z tym idealnym dniem. No chyba tylko ilość dzieciaczków się zgadza ;) Ale gdyby było idealnie, to byłoby nudno, co nie? :)

**********

PS. A teraz powiedzcie mi, w którym miejscu kapnęliście się, że to tylko idealny sen? Zdradziła mnie gorąca kawa w 3 linijce czy może jeszcze wcześniej to, że wstaję o świcie z radością? ;)

Wiecie już, jak NIE wygląda zwykły dzień mamy dwójki. A jak wygląda rzeczywiście? O tym napiszę Wam wkrótce (oczywiście jeśli znajdę czas dla siebie i nie padnę jak zwykle z dzieciakami o 22 :)

Na koniec mam dla Was zabawę.

Przeczytajcie sobie wszystko od początku jeszcze raz, dodając prawie po każdym zdaniu "Ha ha ha, no jasne!" lub biorąc w cudzysłów każde "oczywiście" :)  I co? Teraz już tak idealnie nie wygląda ten dzień, prawda? ;)

A jak wygląda Wasz idealny dzień - albo raczej idealny sen? Czy macie jakieś wygórowane marzenia? Czy może takie zwyczajne jak moje, żeby w łazience posiedzieć w samotności, w ciszy i w spokoju dłużej niż przez 5 minut? ;)

Acha, jeszcze co do tytułowego zdjęcia - kojarzycie te instagramowe fotki, gdzie widać zgrabne nóżki, rozłożoną pięknie książkę i obok tego kawkę z piankami czy innymi cosiami? Na pewno nieraz widzieliście coś takiego. Że niby matka tak się właśnie relaksuje przy dzieciach :) No jasne! Haha! Chyba we śnie ;) Ja zrobiłam tu swoją wersję tego obrazka - a skoro już się przebudziłam z tego idealnego snu, to trzeba pokazać jak jest w realu, co nie? :) A jest "prawie" tak samo jak na tych insta-fotach ;) No zobaczcie sami:

  • książka jest? - no jest! (a to już szczegół, że nie jakaś poważna literatura czy romansidło, tylko Kicia Kocia i inne Kocie :)
  • kawka jest? - no jest! (a nieważne, że była zimna i już nic nie zostało w filiżance - bo przecież przy dzieciach nie położę gorącej kawy na ziemi, bo zaraz któreś by przylazło i po kawie, a nie daj Boże na Kicie Kocie by się rozlało, to histeria gwarantowana! :)
  • a nóżki są? - no są! (a to taki bonusik, że zamiast dwóch długich, zgrabnych i w wypasionych skarpetach, są aż cztery nogi - tylko że krótsze, mniej zgrabne i w dresach ;)

I co? Jak Wam się podoba ta moja wersja "relaksu" matki przy dzieciach? A Wy jak się relaksujecie przy swoich urwisach - tak instagramowo czy może tak jak ja? (Jeśli udaje Wam się tak instagramowo, to podziwiam - i proszę, zdradźcie mi swój sekret! Czy może macie takie dzieciaki, które siedzą same grzecznie i spokojnie przez 10 minut czy może przywiązujecie je do czegoś na czas swojego relaksu, żeby kawkę w spokoju wypić? ;)

To tyle :) Miłego dnia dla Was (i pełnego relaksu haha :)


You Might Also Like

6 komentarze

  1. A tak myślałam, że o był sen :) Moja kawa już ciepła jest pita, choć nie do końca.. coś tam zostanie na dnie. Niestety nie udało nam się jeszcze spłodzic drugiego potomka :) Może jeszcze się uda...a wtedy moje sny się urzeczywistnią. Z przyjemnością czytałam. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to życzę Wam, by się kiedyś udało z tym nr 2 :) A ten mój sen to się urzeczywistni pewnie dopiero za 10 lat hehe - no przynajmniej ta część z kąpielą w wannie w ciszy i spokoju ;)

      Usuń
  2. Az za idealnie zebyl bylo prawdziwe. Dla mnie relaks to prasowania, a prasuje duzo I robienia obiadu tez :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No sen idealny to musiał być idealny :D
      A ja akurat prasowania nie znoszę, ale relaksuję się przy zmywaniu (pod warunkiem że nikt mi się nie plącze pod nogami czy nie wspina po nogach, więc męża z dzieciakami wysyłam na piętro i mam relaksik przy zlewie hehe :)

      Usuń
  3. Hmm mam podobnie. Życie z dziećmi to mało czasu dla Siebie, a jak przychodzi czas na odpoczynek to padamy na twarz.

    OdpowiedzUsuń

Polub mnie na Facebooku

NAPISZ DO MNIE

Nazwa

Adres e-mail *

Wiadomość *